Rybnik Music&Water Festival 2016. Podsumowanie

W poniedziałkowy wieczór, niemal dobę po ostatnich falach braw i okrzyków na rybnickim stadionie siedzę przy laptopie i próbuję podsumować pierwszy dwudniowy festiwal muzyki w Rybniku.

Sobota - otwarcie festiwalu

Sobota – koncerty na small stage i pokaz świateł

Obowiązkiem redaktora tekstu jest przekazać relację z wydarzenia obiektywnie. Nie ukrywam, że w tym przypadku będzie to dla mnie trudne wyzwanie. Mieszkając wiele lat niedaleko rybnickiego stadionu, zawsze bliskie były mi wydarzenia organizowane na miejskim stadionie. Bliskie są mi również wydarzenia muzyczne. Open’er 2011, Terraneo Festival 2011,  Orange Warsaw Festival 2014, Colours of Ostrava 2015, tegoroczne Męskie Granie w Katowicach, czy koncert Foo Fighters w Krakowie w ubiegłym roku – to tylko te najbardziej rozpoznawane imprezy, w których dane mi było uczestniczyć. Oceniając festiwal muzyczny w moim rodzinnym mieście mając też i takie porównanie, nie jest łatwo.

DJ Stage

DJ Stage

Watre Zone i scena na wodzie

Water Zone i scena na wodzie

WODA  

Festiwal rybnicki podzielono na dwa dni. Podzielono też na dwie strefy. Jedna – Water Zone – miała dać możliwość zabawy i wykorzystać możliwości, które daje nam kąpielisko RUDA. My, rybniczanie, je znamy. Dla gości festiwalowych to mogło być pozytywne zaskoczenie. Szczególnie wykorzystanie jeziora za kąpieliskiem wydaje mi się przełomowe – scena na wodzie i żaglówki to na tym terenie nowość. Wakeboard i pokazy profesjonalistów, którzy pokazali co na tym dziwnym wyciągu można wyczyniać sprawiły że kilka szczęk na brzegu dotknęło ziemi. Na Rudzie były trzy sceny. Jedna na jeziorku – bajer. Druga to DJ STAGE przy basenach. Muzyka klubowa, miksy. Towarzyszące dźwięki do zabawy w wodzie. Koncepcja dobra, ale myślę że ta scena była niezauważona. Obecni na kąpielisku „festiwalowicze” byli pochłonięci koncepcją wody, nie muzyki. Trzecia scena to SMALL STAGE – między głównym basenem a hotelem ARENA. To tam miały miejsce koncerty the dumplings, noviki i xxanaxx.

MUZYKA

Main stage - Dawid Podsiadło

Main stage – Dawid Podsiadło

Na początku muszę pochwalić jedną rzecz – spójny LINE UP. Zestawienie muzyków było na tyle dopasowane, że mogło trafić w gust muzyczny potencjalnych odbiorców. The Dumplings, Natalia Nykiel czy Dawid Podsiadło – to polska muzyka pop, na czasie. Kawałki Dawida czy Natalii są na topie zarówno w rozgłośniach radiowych jak i w TV. Gwiazdą festiwalu został zespół HURTS. Sam koncert finałowy był świetny, naprawdę. Dawno nie widziałem tak dobrze bawiącej się publiki – od pierwszych rzędów, po mury okalające rybnicki stadion. Muszę jednak napisać kilka gorzkich słów. Mimo mojego uznania dla HURTS po wczorajszym koncercie, uważam że to był błąd. Zespół ten wystąpił w Polsce w tym roku trzeci raz! (28.02.2016 w Poznaniu, 14.03.2016 w Warszawie w hali Torwar). Jeżeli miał być to magnes na widzów i gwiazda nakręcająca frekwencję – to widzę tu duże niedopatrzenie.

wmf-20

Fanki THE HURTS

Podobno o koncert gwiazdy w Rybniku w tym roku było trudno, trasy koncertów się nie pokrywały z naszym miejscem i czasem. Jednak ten aspekt, moim zdaniem, zignorowano. W zeszłym roku, na Tauron Arena Kraków, zagrał zespół Foo Fighters po 19 latach od ostatniego koncertu w Polsce. Wiem że to „nie ta liga”. Nie powinno się porównywać popularności tych dwóch kapel – jednak fakt „wygłodzenia” fanów tym koncertem był dodatkowym aspektem nakręcającym frekwencję. Tego w Rybniku nie było. Najwytrwalsi przyjechali! Była ekipa z Węgier, na facebookowym profilu HURTS ktoś  się chwali, że busem z Anglii przyjechał ekstra do Polski na koncert brytyjskiej kapeli! Był też fanclub z Rosji. Groupies dopisały! Dopisał też (o dziwo) termin – bo Theo Hutchcraft woklista HURTS obchodzi urodziny 30 sierpnia – stąd flagi z „happy birthday” i chóralne odśpiewanie STO LAT po polsku.

MAIN STAGE

MAIN STAGE

WNIOSKI

Trochę mała frekwencja, chociaż dobór artystów i atrakcji dobry. Miks wody i muzyki też się sprawdził. Bardzo dużo zależało od pogody – i tu organizatorzy poszli va banque. Na szczęście wygrali całą pulę, bo dzisiaj leje, a wczoraj była lampa i 30’C. Podobno koszty były bardzo wysokie, sięgające pod 1mln PLN – to dużo. Plan był dobry. Ci co byli w Rybniku zapamiętają go pozytywnie, nawet bardzo. Szkoda że było ich mało. Ceny biletów były niskie. Możliwość kupna biletów na samą strefę wody, bez koncertów na stadionie to też udogodnienie. Zazwyczaj bilety podzielone są na poszczególne dni lub całość i zawsze wychodzi to drożej.

Theo Hutchcraft

Theo Hutchcraft

Żeby nie było tak gorzko to najlepsze zostawiłem na koniec. Organizacja koncertów na terenie kąpieliska RUDA i stadionu oceniam na bardzo wysoką. Nawet ochrona była zorientowana gdzie media mogą wejść z aparatem, a gdzie nie (na żużlu bywa różnie). Strefy gastro, foodtrucki na terenie stadionu – bomba. Dużo stanowisk, zero kolejek, no może dwie, trzy osoby. Żadnych kuponów festiwalowych (Opener, Ostrava), czy kart płatniczych (Orange Warsaw Festiwal) tylko żywą gotówką można było zapłacić. Organizacja dwudniowa pozwoliła też osobom z dziećmi wykorzystać atrakcje festiwalu – a ci w tego rodzaju imprezach są zazwyczaj pomijani. Coś o tym wiem, moja córka (lat 3) była zachwycona pokazem świateł i atrakcjami wodnymi. Dzisiaj, zgrywając zdjęcia spod sceny,pamiętam festiwal muzyczny pod moim domem jako bardzo udany. Wysoko w mojej osobistej klasyfikacji odwiedzonych festiwali. Z obawą patrzę jednak w przyszłość. Nie wiem czy nas (miasto) stać na taki festiwal. Jeżeli tak – to świetnie, lecz pewny przerost formy nad treścią skłania mnie do myśli, że w tej formie był to pierwszy i ostatni raz. Oby nie!

 

Mateusz W.
Redakcja rybniklubieto.pl

 

Poniżej galerie:

Sobota

Water ZONE

Finał